Favipiravir – kolejny gracz na rynku leków przeciw COVID-19. Jak działa japoński środek stosowany dotąd przeciwko wirusowi grypy?

Anna Rokicka-Żuk
Anna Rokicka-Żuk
Zaletą japońskiego leku jest doustny sposób podania. Tymczasem powszechnie stosowany remdesivir musi być przyjmowany przez chorych z COVID-19 poprzez kroplówkę, co może odbywać się tylko w warunkach szpitalnych
Zaletą japońskiego leku jest doustny sposób podania. Tymczasem powszechnie stosowany remdesivir musi być przyjmowany przez chorych z COVID-19 poprzez kroplówkę, co może odbywać się tylko w warunkach szpitalnych Gabrielle Rocha Rios/unsplash.com
Chociaż głównym antywirusowym lekiem stosowanym w leczeniu COVID-19 jest amerykański remdesivir, coraz więcej mówi się o innym środku tego typu, jakim jest japoński favipiravir. Lek znany m.in. pod nazwą Avigan jest od lat stosowany w leczeniu sezonowej grypy. Końcowe fazy badań klinicznych już teraz potwierdziły jego skuteczność w walce z koronawirusem. Jak więc działa ten środek i gdzie jest dostępy?

Co to jest favipiravir?

Favipiravir to japoński lek antywirusowy o szerokim spektrum działania, który został stworzony przez należącą do grupy Fujifilm firmę Toyama Chemical. W Kraju Kwitnącej Wiśni zarejestrowano go jako jako lek przeciw sezonowej grypie w 2014 roku.

Favipiravir jako kandydat do kuracji przeciw COVID-19 wciąż poddawany jest badaniom, niemniej jednak dopuszczono go do stosowania u pacjentów zarażonych SARS-CoV-2 w Chinach już 15 marca 2020 roku, w Rosji stosowany jest od 22 maja, a w Indiach – od 20 lipca. Lek nie jest jeszcze dostępny w Polsce.

Środek ten, który jest pochodną pirazynokarboksamidu, w Japonii nosi nazwę Avigan (lub Abigan). W Rosji występuje jako Avifavir i Arelpivir, a w Indiach nosi nazwę FabiFlu i jest produkowany przez tamtejszą firmę farmaceutyczną o nazwie Glenmark. W Bangladeszu nosi natomiast nazwę Favipira. Inne nazwy to Akarvia, Biofavi, Favigan, Favilar, Fanivil, Favipir, Favira, Faviravir, Favitab, Fluvigan, Fravir, Piravir, Piravix, Verigan i Viraflu. Jego popularność wciąż rośnie.

Zobacz także:

Jak działa favipiravir?

Favipiravir hamuje aktywność enzymu zwanego replikazą RNA uruchamiającego namnażanie się materiału genetycznego RNA wirusów, do których należy SARS-CoV-2. Jest przy tym tzw. prolekiem (ang. prodrug), czyli substancją nieaktywną, która dopiero w organizmie jest metabolizowana do postaci biologicznie czynnej.

Lek przyjmuje się doustnie po zauważeniu pierwszych objawów infekcji oddechowej, czas leczenia wynosi 5 dni, a stosowane dawki to zwykle 1600 mg dwa razy dziennie przez pierwszą dobę, a następnie 600 mg dwa razy dziennie przez kolejne dni. Zazwyczaj jest dobrze tolerowany przez pacjentów, choć nie podaje się go kobietom w ciąży, ponieważ działa m.in. teratogennie, tj. wywołuje wady wrodzone u płodu.

Z tego powodu favipiravir nie zastąpił jak dotąd powszechnie stosowanego środka przeciwgrypowego, jakim jest oseltamivir znany m.in. jako Tamiflu, Tamivil i Ebilfumin (wszystkie są dostępne w Polsce na receptę).

Favipiravir wykazał różnego stopnia skuteczność również w zwalczaniu wirusa Ebola, Nipah (pierwszy wybuch epidemii tego patogenu miał miejsce w Malezji i Singapurze), Zachodniego Nilu (WNV), żółtej gorączki i podobnych flaviwirusów, a także innych wirusów, m.in. wścieklizny.

Przeczytaj także na temat:

Skuteczność fawipirawiru przeciw COVID-19

Fawipirawir działa podobnie do remdesiviru, ale za jego stosowaniem przemawia mniejsza liczba przeprowadzonych badań naukowych. Jego przewagą jest jednak możliwość podawania doustnego i stosowania u pacjentów, którzy nie mają tak silnych objawów COVID-19, by wymagać hospitalizacji. A ponieważ 80-85 proc. zarażonych może być leczona w domu, lek ma potencjał do zastosowania u wielu chorych.

Podobnie jak w przypadku przyjmowania go przy grypie, lek ten jest przeznaczony do zażywania przy pierwszych symptomach COVID-19, by mógł efektywnie hamować jej rozwój. Okres leczenia zakażenia koronawirusem jest jednak dłuższy niż w i wynosi do 14 dni.

Chociaż badania nad favipiravirem wciąż trwają, w tych przeprowadzonych w Rosji wykazał on skuteczność przekraczającą 80 procent. Natomiast w próbach klinicznych III fazy, które przeprowadzono w Japonii, a ich wyniki upubliczniono pod koniec września 2020 roku, wykazano skrócenie czasu zdrowienia z COVID-19.

U pacjentów otrzymujących favipiravir stwierdzano poprawę objawów średnio po 11,9 dniach, podczas gdy u tych przyjmujących placebo następowała ona po 14,7 dniach. Zmiany obejmowały spadek podwyższonej temperatury ciała, zwiększenie nasycenia krwi tlenem i polepszenie obrazu płuc. W teście genetycznym nie wykryto też już cząstek wirusa.

Również nowe badania przeprowadzone przez naukowców belgijskich potwierdzają skuteczność favipiraviru w zapobieganiu replikacji, czyli namnażaniu się koronawirusa SARS-CoV-2. Choć przeprowadzono je na chomikach, są to zwierzęta bardzo podatne na zarażenie się patogenem i wykazujące objawy infekcji, które w przypadku płuc są bardzo zbliżone do tych obserwowanych u ludzi z łagodnym nasileniem choroby. Te, które otrzymały wysoką dawkę leku na godzinę lub dobę przed bezpośrednim zainfekowaniem przez nos w ciągu kilku dni nie miały już prawie żadnych cząstek wirusa w swoich organizmach. Zwierzęta, którym podano lek przed kontaktem z chorymi osobnikami, nie zaraziły się. Natomiast wszystkie chomiki poddane tym samym procedurom, które nie otrzymały leku, wykazywały objawy infekcji.

W badaniu testowano równocześnie kontrowersyjną chlorochinę, która okazała się nie chronić w żaden sposób przed zakażeniem. Z czego więc wynikał wcześniejszy optymizm na temat tego preparatu? Między innymi z tego, że jest on już stosowany w innych chorobach, a badania przeprowadzono na myszach, które normalnie koronawirusem się nie zarażają. Te użyte do eksperymentów były co prawda zmodyfikowane genetycznie, ale jak widać, model tych badań był błędny. Dziś stosowanie chlorochiny i jej bliskiej pochodne w postaci hydroksychlorochiny jest odradzane nie tylko ze spowolniania procesu leczenia u ludzi, ale też groźne powikłania kardiologiczne, które często powoduje.

Dowiedz się więcej na temat:

Pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 nie jest jedynym zagrożeniem dla ludzkości. Choć choroby, które kiedyś dziesiątkowały ludzkość, takie jak dżuma, cholera czy grypa hiszpanka, są już po części skutecznie „ujarzmione” m.in. dzięki szczepieniom profilaktycznym, to można zaobserwować pojawianie się nowych groźnych szczepów wirusów i bakterii. Jakie jeszcze choroby mają potencjał, by zdziesiątkować ludność na całym świecie?

10 chorób innych niż COVID-19, które mogłyby zdziesiątkować ...

ZOBACZ: Jakie błędy najczęściej popełniamy, nosząc maseczki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie