Spis treści
Zima to nie problem. Problemem jest to, jak ją traktujemy
Mróz, śnieg, lód – brzmi jak gotowy przepis na uraz. Czy zima to sezon złamań?
Prof. Paweł Łęgosz: To prawda, choć powiem przewrotnie: sama zima nie jest niczemu winna. Ja dzieciństwo spędziłem w górach, w Nowym Targu, bywałem w Koniakowie – tam zima była zimą i nikt z tego powodu nie panikował. Problem zaczyna się wtedy, gdy próbujemy funkcjonować tak, jakby to było lato.
W jakich okolicznościach ludzie łamią się najczęściej?
Zdecydowanie najczęściej są to banalne sytuacje: przemieszczanie się po chodniku, nagły poślizg, różnica w przyczepności nawierzchni – tu posypane, tam nie. Dochodzi do upadku i zaczyna się cała kaskada możliwych urazów.
Jeśli bronimy się ręką – łamiemy nadgarstek, czasem łokieć, czasem obojczyk. Jeśli źle staniemy – cierpi staw skokowy, czasem podudzie. Przy większej energii urazu zdarzają się złamania miednicy. Różnorodność jest naprawdę ogromna.
To już widać na SOR-ach?
Tak, i to bardzo wyraźnie. Pierwsza fala przyszła jeszcze przed świętami, przy nagłej zmianie pogody – wilgoć, mróz, brak śniegu. Potem, gdy służby posypały chodniki, było trochę lepiej, ale zimą SOR-y są zawsze bardziej obciążone.
Latem mamy hulajnogi i rowery, zimą – hasło „poślizgnięcie się”. Sezonowość jest nieubłagana.
„Kość McDonaldowa”, dieta i coraz cięższe urazy
Czy zdarzają się jakieś szczególnie dziwne albo ciężkie przypadki?
Dziwne – życie pisze scenariusze, których nie wymyśliłby żaden lekarz. Ale bardziej niepokoi mnie coś innego: ciężkie, wielofragmentowe złamania po urazach niskoenergetycznych.
Kiedyś takie obrażenia widzieliśmy po wypadkach samochodowych albo upadkach z wysokości. Dziś wystarczy poślizg. To skłania do refleksji nad jakością kości współczesnych pacjentów.
Co się zmieniło?
Styl życia. Zła dieta. Bezczynność. My między sobą mówimy czasem o „kości McDonaldowej” – potocznie, nie naukowo. Chodzi o sytuacje, gdy u osoby w średnim wieku, źle odżywionej, z otyłością (ona jest najgorsza), dochodzi do poważnego złamania po błahym urazie.
Nie mam jeszcze twardych danych naukowych, ale obserwacja kliniczna jest jednoznaczna: kości i stawy młodszych pacjentów coraz częściej przypominają te u osób starszych sprzed 30 lat.
Dieta, to, co jemy, ma kapitalne znaczenie. U osób z powikłaniami po leczeniu operacyjnym obserwujemy niskie poziomy białka w surowicy krwi (sarkopenia), odchylenia w poziomie makro- i mikroelementów, deficyty witaminy D3, co dosyć jednoznacznie pokazuje kondycję takiego pacjenta, stan jego zdrowotności.
Zwracam dużą uwagę na ten parametr i często włączam do terapii dietę wysokobiałkową, szczególnie u osób starszych.
Stok, mięśnie i choroby cywilizacyjne – co naprawdę zwiększa ryzyko
A sporty zimowe? Ulica czy stok – gdzie jest groźniej?
Na stoku dziś głównym problemem są zderzenia. Stoki są przeludnione, a odpowiedzialność użytkowników bywa różna. Coraz rzadziej ktoś łamie się „sam z siebie”, coraz częściej przez kontakt z innym narciarzem.
Urazy bywają bardzo poważne, bo dochodzi do nich przy dużej prędkości.
Kto trafia do was najczęściej – seniorzy?
Co ciekawe – niekoniecznie. Osoby starsze często wykazują więcej rozsądku i po prostu nie wychodzą, gdy jest bardzo ślisko. Widzimy wielu pacjentów w młodym i średnim wieku: aktywnych, pracujących, jeżdżących na nartach, biegnących na autobus.
Jaką rolę odgrywają mięśnie?
Kluczową. Masa i siła mięśni to jeden z najważniejszych predyktorów długowieczności. Słabe mięśnie to gorsza reakcja obronna przy upadku, gorsza koordynacja i cięższe urazy.
Kość bez pracy mięśni słabnie – to czysta biomechanika. Kość to nie jest metalowy kijek, tylko piezoelektryk, element mocno elastyczny.
Jeżeli mamy zaburzenie równowagi siły mięśniowej, to kość nie jest poddawana remodelingowi. Dam przykład: kosmonauta wracający na Ziemię po kilkudziesięciu dniach w nieważkości ma wyraźnie osłabiony układ mięśniowo-szkieletowy. Tak samo na Ziemi – brak ruchu osłabia kości.
Choroby cywilizacyjne też mają znaczenie?
Cukrzyca jest jednym z najgorszych czynników prognostycznych. Gorsze gojenie, więcej infekcji, więcej powikłań. Tak samo nadciśnienie, otyłość – to wszystko się kumuluje.
Dzieci są w lepszej sytuacji, bo zazwyczaj nie mają chorób towarzyszących. U dorosłych wielochorobowość znacząco komplikuje leczenie – nie tylko samego złamania, ale też znieczulenia czy długiego unieruchomienia.
Na koniec proszę o kilka prostych zasad na zimę?
Po pierwsze: odpowiednie buty. Po drugie: zwolnić – autobus odjedzie, zdrowie nie wróci. Po trzecie: trzymać się poręczy i nie biegać po śliskim. Po czwarte: racjonalnie podchodzić do sportu.
I pamiętać, że zima nie trwa wiecznie, ale złamanie może zostać z nami na długo – najbliższe sześć–12 tygodni bywają wyjęte z życia, nawet jeśli wszystko przebiega prawidłowo.
Źródło: PAP








