Spis treści
W pierwszej połowie 2025 roku zamknięto 19 oddziałów położniczych, a w kolejnych miesiącach ta liczba wzrosła do kilkudziesięciu. To nie koniec zamknięć, które będą realizowane również w 2026 roku. Powodem tego stanu rzeczy jest malejąca liczba porodów w Polsce oraz zbyt wysoki koszt utrzymywania oddziałów oraz personelu w niektórych placówkach. Co mają zrobić ciężarne z miejscowości, w których nie ma już lub nie będzie porodówki? Większość z nich będzie oczywiście jechała do najbliższej placówki z oddziałem położniczym. Ministerstwo Zdrowia przygotowało też inne rozwiązanie: 1 stycznia 2026 roku szpitale bez własnych porodówek mogą urządzać miejsca do rodzenia na izbach przyjęć lub Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych (SOR).
Położna w szpitalu bez porodówki
Projekt rozporządzenia zakłada, że nowe świadczenie dla ciężarnych będzie realizowane w placówkach posiadających izbę przyjęć lub SOR i są oddalone od najbliższej porodówki o ponad 25 km.
W takiej placówce mają być zapewnione dyżury położnej, która zajmie się ciężarną zgłaszającą się na SOR lub izbę przyjęć. Zadaniem położnej będzie ocena stanu pacjentki oraz dziecka. Rozporządzenie zakłada następnie dwie opcje:
jeśli poród nie jest zaawansowany i nie ma przeciwskazań do podróży, pacjentka zostanie skierowana do najbliższej porodówki. Transport i opieka w trakcie powinny być zapewniony przez placówkę bez oddziału położniczego. Pacjentka może także dojechać na oddział własnym transportem.
jeżeli poród jest w fazie zaawansowanej placówka bez porodówki ma zapewnić jego przyjęcie.
Jaka placówka może przyjąć poród?
Placówka bez oddziału położniczego może przyjąć poród w określonych przypadkach:
jeżeli posiada izbę przyjęć lub SOR;
prowadzi poradnię ginekologiczno-położniczą;
zapewnia dyżury położnej;
uzyska pozytywne opinie dwóch konsultantów wojewódzkich w dziedzinie położnictwa i ginekologii oraz pielęgniarstwa położniczego.
Poród na SOR-ze? Kontrowersje wokół rozporządzenia
Projekt rozporządzenia wywołuje kontrowersje zarówno wśród medyków, jak i pacjentek. Podnoszona jest przede wszystkim kwestia bezpieczeństwa rodzących i dzieci, zwłaszcza gdy w placówce nie jest całodobowo dostępny ginekolog czy neonatolog. Wątpliwości budzi także kwestia intymności rodzącej w szpitalu bez oddziału położniczego. Prof. Ewa Wender-Ożegowska, Konsultantka Krajowa w dziedzinie Położnictwa i Ginekologii zapewnia, że obawy są bezpodstawne:
Zaproponowany projekt jest bezpieczny dla pacjentek. Szpital (który zdecyduje się zapewniać dyżury położnej) zobowiązany będzie tak zorganizować warunki dla zgłaszającej się ciężarnej, aby w sytuacji ewentualnego porodu, zagwarantować przyjęcie go na miejscu. Zarówno warunki lokalowe, jak i sprzęt (m.in. KTG) mają zapewniać intymność i bezpieczeństwo pacjentce. Podobnie jak do tej pory działo się to w tzw. punktach przyjęć do porodu - powiedziała lekarka w rozmowie z Rynkiem Zdrowia.
Z kolei Jakub Kosikowski z Naczelnej Izby Lekarskiej już w listopadzie żartował z tego rozwiązania:
Jestem przekonany, że wizja porodu na SOR bez opieki ginekologa, za to między ofiarami wypadków, złamań, pobić, alkoholikami, bezdomnymi i innymi stałymi gośćmi SOR-ów to coś, co NA BANK poprawi naszą demografię. Przepraszam, ale ja nie potrafię tego pomysłu wziąć na poważnie - napisał.
Trudno nie przyznać mu racji. Każdy, kto choć raz w życiu odwiedził SOR, a z niego trafił na salę obserwacyjną, wie, że to jedno z najmniej odpowiednich miejsc dla rodzącej kobiety i jej dziecka.









