Spis treści
Sting zahipnotyzował widownię mimo 74 lat na karku
Gwiazdą tegorocznego Sylwestra z Dwójką był bez wątpienia brytyjski artysta Sting, który zachwycił widownię w czasie koncertu w Katowicach. Sting, choć ma już 74 lata, śpiewał bez playbacku. Wykonał kilka swoich największych i najbardziej poruszających hitów, w tym piosenkę „Every Breath You Take”, którą otworzył koncert. Na koniec pozdrowił publiczność po polsku.

Widzowie byli zachwyceni i trudno się dziwić – Sting mógłby zawstydzić niejednego o wiele młodszego wykonawcę. Tym bardziej, że artysta zmaga się z poważnym problemem zdrowotnym, o którym wielu fanów nawet nie wie, bo profesjonalizm Stinga nie pozwala ujawnić się chorobie w czasie jego koncertów.
Co dolega muzykowi?
„Co?” to ulubione słowo Stinga
Sting cierpi na niedosłuch i szumy w uszach. Choroba stopniowo dobiera mu słuch. Sting zmaga się z nią już od dawna. Artysta wcale się jej nie wstydzi i otwarcie mówi w wywiadach o swoim życiu z niedosłuchem.
- Jestem dość głuchy. „Co?” to moje ulubione słowo – przyznał w jednym z wywiadów jeszcze w 2016 r., w czasie spotkania promocyjnego albumu „57th & 9th”.
Mimo pogarszania się słyszenia Sting nie używa aparatów słuchowych.
- Próbowałem nosić aparat, ale słyszałem przez niego więcej, niż chciałem – wyjaśnił. - Ludzie opowiadają mnóstwo bredni!
Przyczyną problemów Stinga jest jego własna muzyka – niezliczone próby i koncerty, w czasie których głośne dźwięki stopniowo osłabiały jego słuch. Kariera muzyczna Stinga trwa już niemal od 50 lat i można pomyśleć, że prędzej czy później słuch artysty musiał ucierpieć.
Sting jednak działa na rzecz prewencji utraty słuchu. Jest ambasadorem fundacji „Hear the World”, zajmującej się wyrównaniem życiowych szans osób tracących słuch, głównie dzieci.
Źródła: People.com, Hearing Health Associates







