https://stronazdrowia.pl
reklama

Hit czy przepłacony gadżet? Tak o maskach do fototerapii wypowiedzieli się specjaliści

Katarzyna Wąś-Zaniuk
Opracowanie:
Kobiety śledzą nowinki kosmetyczne i coraz chętniej kupują maski do fototerapii.
Kobiety śledzą nowinki kosmetyczne i coraz chętniej kupują maski do fototerapii. fot. Getty Images
Z pewnością widzieliście już takie zdjęcia. Celebryci, influencerzy i podążający za modą zwykli śmiertelnicy podążający za trendami siedzą w ciemnościach, a na ich twarzach umieszczone są futurystyczne maski LED. Wszystko to w imię idealnej cery. Urządzenia do fototerapii, o których mowa, wykorzystują różne długości fal świetlnych.

Spis treści

Domowe maski LED. Symbol statusu w świecie beauty

W ciągu ostatnich kilku lat domowe maski do fototerapii stały się prawdziwym symbolem statusu w świecie beauty. Zakładasz urządzenie, rozsiadasz się wygodnie i możesz niemal poczuć, że serwujesz swojej skórze konkretny zastrzyk mocy, który wygładza zmarszczki i likwiduje niedoskonałości.

Możesz także robić kilka rzeczy naraz i nosić maskę, gdy odhaczasz kolejne pozycje z listy zadań. Od czasu pandemii popularność urządzeń do fototerapii eksplodowała. Sprzedaż masek LED miała wzrosnąć o 55 proc. w 2020 roku, a szacuje się, że do 2032 roku globalny rynek będzie wart około 2,91 mld złotych.

Kobiety śledzą nowinki kosmetyczne i coraz chętniej kupują maski do fototerapii.
Kobiety śledzą nowinki kosmetyczne i coraz chętniej kupują maski do fototerapii.
Getty Images

Maska może być całkiem poważną inwestycją: najtańsze modele kosztują już około 490 zł, a te z wyższej półki potrafią kosztować nawe 5 tys. złotych.

Przy całym tym szumie w mediach społecznościowych pojawia się jednak pytanie: czy one naprawdę są warte tej zawrotnej ceny? Czy może wszyscy ulegamy urokowi kilku kuszących zdjęć „przed i po”?

„Ludzi przyciąga obietnica łatwych, technologicznych rozwiązań, których mogą używać w domu, oglądając telewizję. Problem w tym, że to, co jest popularne w internecie, często nie pokrywa się z tym, co naprawdę działa” – mówi dr Sach Mohan, lekarz medycyny estetycznej i założyciel klinik Revere Clinics na Harley Street.

Czym jest fototerapia?

Fototerapia, czyli fotobiomodulacja (PBM), jest stosowana w gabinetach od dekad.

„Działa poprzez wystawianie warstw skóry na działanie określonych długości fal światła”, które mogą „powodować zmiany komórkowe”. Nasze komórki „reagują na różne długości fal, często zwiększając produkcję energii, poprawiając krążenie lub uruchamiając procesy biologiczne, takie jak produkcja kolagenu” – wyjaśnia dr Mohan. .

Dalsza część materiału pod wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Te różne długości fal, mierzone w nanometrach, dają odmienne efekty. Światło niebieskie, o krótszej długości fali między 400 a 495 nanometrów, może celować w bakterie wywołujące trądzik na powierzchni skóry, by zmniejszyć aktywne wykwity.

Światło czerwone, o długości fali między 630 a 680 nanometrów, może penetrować nieco głębiej, do skóry właściwe, środkowej warstwy skóry, i wiąże się z jej odmładzaniem: „stymuluje kolagen, zmniejsza stan zapalny oraz wspiera naprawę komórkową i gojenie.

Już w latach 80. i 90. NASA badała wpływ czerwonego światła na wzrost roślin w kosmosie; technicy pracujący przy tych eksperymentach zauważyli też, że siniaki i skaleczenia na ich dłoniach (wystawionych na działanie światła) goiły się szybciej niż zwykle.

Światło bliskiej podczerwieni z kolei zaczyna się od 800 nanometrów; dociera jeszcze głębiej, poprawiając krążenie, dzięki czemu komórki otrzymują więcej tlenu i składników odżywczych.

Jak mówi dr Mohan, profesjonalne urządzenia do fototerapii „zazwyczaj mają za sobą dekady kontrolowanych badań klinicznych, które potwierdzają poprawę produkcji kolagenu, redukcję stanu zapalnego oraz wykazują mierzalne zmiany w zakresie drobnych linii, zmarszczek i elastyczności skóry przy regularnym stosowaniu przez kilka tygodni”, a w przypadku światła niebieskiego „wykazują klinicznie czystszą skórę u pacjentów z trądzikiem, wraz ze zmniejszeniem liczby bakterii wywołujących trądzik”.

Nie oznacza to jednak, że można automatycznie przypisać te same właściwości futurystycznej masce, którą widzieliście na Instagramie. Wiele badań nad jej skutecznością prowadzono na bardzo małych grupach, a część z nich finansowały same marki kosmetyczne. Tam, gdzie wyniki były pozytywne, efekty zazwyczaj były „bardziej subtelne i w dużym stopniu zależne od regularności oraz prawidłowego stosowania”, wyjaśnia dr Adam Friedmann, dermatolog z Harley Street i założyciel klinik dermatologicznych ProDerm UK.

Co warto wiedzieć o domowych maskach do fototerapii?

Jak ujawnia dr Mohan, produkty do użytku domowego „emitują znacznie mniej energii” niż ich kliniczne odpowiedniki. Liczba diod i ich moc bardzo różnią się między poszczególnymi urządzeniami i z pewnością nie oferują one „tej samej klasy technologii LED ani takiej ilości energii, jaką zapewnia certyfikowane urządzenie medyczne używane w profesjonalnych klinikach”.

Specjalista podkreśla też, że brytyjski Urząd ds. Standardów Reklamy (Advertising Standards Authority) niedawno musiał zablokować kilka internetowych reklam masek LED, w których obiecywano leczenie trądziku i trądziku różowatego. Odwoływanie się do takich schorzeń jest bowiem traktowane jak roszczenia medyczne, które mogą składać wyłącznie urządzenia zarejestrowane w Medicines and Healthcare products Regulatory Agency (MHRA).

„Obecnie nie ma masek LED, które spełniałyby wymogi dotyczące urządzeń medycznych, więc w najlepszym razie są to urządzenia wyłącznie kosmetyczne” – mówi dr Mohan.

Nie jest on jedynym sceptycznym ekspertem.

Czy domowe maski działają?

Dermatolożka, konsultantka, dr Anjali Mahto, założycielka Self London, mówi, że „nie jest fanką” tych urządzeń, ponieważ „dowody na ich skuteczność pozostają niejednoznaczne, mimo intensywnego marketingu”.

Jej zdaniem „to niezwykle kosztowna inwestycja, biorąc pod uwagę, że rezultaty najpewniej będą w dużej mierze nieprzewidywalne”. A dr Ross Perry, dyrektor medyczny sieci klinik Cosmedics, uważa, że domowe wersje będą mieć „bardziej efekt placebo niż jakiekolwiek inne działanie”.

Jeśli mimo wszystko nadal kusi was domowa fototerapia, warto podejść do niej z realistycznymi oczekiwaniami (to oznacza też traktowanie ze sporym przymrużeniem oka spektakularnych zdjęć „glow up” ulubionych influencerów). Trzeba być gotowym na regularne używanie maski kilka razy w tygodniu i dokładnie sprawdzać specyfikację każdego produktu, zamiast po prostu sięgać po ten, który akurat ma największą poświąteczną przecenę.

Dr Friedmann zaleca sprawdzenie, czy maska, którą się interesujesz, oferuje „klinicznie istotne długości fal” i ma odpowiednią moc, a także czy diody LED są równomiernie rozmieszczone na całej powierzchni twarzy. Powinna też „dobrze przylegać do twarzy”, by w ogóle mogła coś zdziałać.

„Cena sama w sobie nie gwarantuje skuteczności, ale bardzo tanie urządzenia często nie mają parametrów potrzebnych do osiągnięcia wymiernych rezultatów” – zaznacza.

Twoja maska powinna również zapewniać odpowiednią ochronę oczu, a każda osoba z „fotowrażliwymi schorzeniami, przyjmująca leki uwrażliwiające na światło lub z określonymi chorobami oczu” powinna wcześniej skonsultować się z lekarzem, dodaje dr Friedmann. Trzeba też pamiętać, że światło niebieskie może pogarszać przebarwienia, zwłaszcza u osób o ciemniejszych fototypach skóry.

„Urządzenia do użytku domowego są projektowane tak, by były bezpieczne, a nie silne, co oznacza, że efekty są wolniejsze i mniej spektakularne. Mogą być przydatne jako narzędzie podtrzymujące efekty, ale trzeba z rezerwą traktować twierdzenia, że są w stanie odtworzyć rezultaty, jakie uzyskuje się w gabinecie” – zauważa dr Friedmann.

Polecjaka Google News - Strona Zdrowia

Źródło: © Independent Digital News & Media Ltd

Polecane oferty
* Najniższa cena z ostatnich 30 dniMateriały promocyjne partnera
Wróć na stronazdrowia.pl Strona Zdrowia