Spis treści
Najpierw diagnozowała anemię
Ołowica to przewlekłe zatrucie ołowiem, wywołujące takie objawy, jak osłabienie, bezsenność, brak łaknienia, zaburzenia widzenia czy uszkodzenia zębów, struktur kostnych, narządów wewnętrznych, a także upośledzenie intelektualne. Zanim śląska lekarka, Jolanta Wadowska-Król, zauważyła w latach 70. XX wieku szereg niepokojących symptomów u dzieci mieszkających na jednym, konkretnym terenie, ołowica była uznawana za chorobę zawodową. Zdaniem ówczesnych ekspertów miała dotyczyć wyłącznie hutników, którzy mieli bezpośrednią styczność z ołowiem.
To nie jest tak, że dzieci chorowały tylko wtedy, w latach 70. – mówi Stronie Zdrowia Magdalena Majcher, autorka książki „Doktórka od familoków”, poświęconej życiu i pracy śląskiej lekarki. – Doktor Wadowska-Król sprawdziła dokumenty dzieci ze szkoły specjalnej w Szopienicach, która powstała na początku XX wieku. I tam już wówczas były informacje o objawach odpowiadających ołowicy. Mówimy więc o kilkudziesięciu, a może nawet stu latach.
W rozmowie z pisarką, Wadowska-Król wspominała, że pierwszym powtarzającym się objawem, który zaniepokoił ją u małych pacjentów, był niski poziom żelaza we krwi i nawracające anemie.
Dzieci wysyłano do szpitala, najczęściej do Katowic. Tam były podleczone, wracały do domu z lepszymi wynikami i znowu się sytuacja się powtarzała. To było takie błędne koło – mówi Magdalena Majcher.
Autorka „Doktórki od familoków” jako Ślązaczka, zna temat Szopienic od podszewki. Zwraca też uwagę na ważny fakt dotyczący ołowiu: organizm może się samoistnie pozbyć tego metalu, nie da się jednak naprawić uszkodzeń, które wywołał.
Profesor Grzegorz Dziubanek ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, z którym rozmawiałam w trakcie pisania książki podkreślił, że w pierwszej kolejności ołów odbiera kapitał intelektualny – podkreśla Majcher. – To nie jest przypadek, że szkoła specjalna w Katowicach powstała właśnie w Szopienicach i zawsze była przepełniona. To nie przypadek, że w tym miejscu był bardzo wysoki odsetek bezrobocia, niemożności utrzymania pracy. W takich sytuacjach wzrasta też przestępczość, kradzieże złomu i tak dalej. To wszystko jest jakby ściśle powiązane.
Wątpliwości co do tego nie miała również śląska lekarka.
Kiedy zapytałam doktor Wadowską-Król, czy współczesne Szopienice są, jakie są, właśnie przez hutę, ona nawet przez moment nie wahała. Odpowiedziała „oczywiście, że tak” – mówi Magdalena Majcher.
Klepsydry jak chleb powszedni
Poza ołowiem, problemem szopienickiej huty był również rakotwórczy kadm.
Tam było 17 wydziałów produkcyjnych, praktycznie wszystkie metale nieżelazne. W Szopienicach nikogo nie dziwiły klepsydry „zmarł w wieku 30 czy 40 lat” – wyjaśnia pisarka.
Można tylko dywagować, czy polska Erin Brockovich miała trudniejszą misję niż jej amerykańska odpowiedniczka. Nie walczyła bowiem z zamożną korporacją, ale z władzą i to totalitarną. Wadowskiej-Król udało się przebadać 4,5 tysiąca dzieci i wykazać ogromną skalę zatrucia. Wyniki opublikowała w swojej rozprawie doktorskiej, która została zablokowana, a następnie zaginęła. Lekarce wielokrotnie grożono i zastraszano ją.
W pewnym momencie współpracy odmówiła jej nawet poczta, która nie miała po prostu mocy przerobowych, by nadążyć z wysyłaniem wezwań na kolejne badania. W tej sytuacji lekarka osobiście, wraz z pielęgniarką, chodziła od drzwi do drzwi, by dostarczyć mieszkańcom pisma.
Wspominała, że tam nie było w ogóle trawy, liści na drzewach, tylko klepiska pyłu. Jak ktoś sobie przygarnął pieska, kotka, kanarka, to zwierzątko po kilku dniach umierało – mówi autorka „Doktórki od familoków”.
Wadowska-Król szybko i na własnych oczach przekonała się, dlaczego właśnie dzieci są znacznie bardziej narażone na ołowicę niż dorośli.
Kiedy biegają, bawią się, grają w piłkę, to wznoszą pył. A ponieważ są niższe, bliżej ziemi, to więcej go wdychają – wyjaśnia Magdalena Majcher. – Innym ważnym źródłem są narażenia żywieniowe. Dlatego w zapobieganiu ołowicy najważniejsze jest mycie rąk. Mówimy o wielorodzinnych familokach z lat 70., gdzie nie było dostępu do bieżącej wody, więc higiena była też słaba. Dzieciaki bawiły się całymi dniami na podwórku. Potem przychodziły i brudnymi rękami, na których był też ołów, brały np. bułkę...
Każda ilość ołowiu we krwi jest groźna
Działania Wadowskiej-Król nie poszły na marne. Dla dzieci zagrożonych ołowicą zorganizowano leczenie w sanatoriach, wprowadzono nakaz badań, zdecydowano także o wywozie ziemi i rozbiórce domów stojących najbliżej komina huty.
Doktor jeździła do bibliotek w Warszawie, bo tylko tam był dostęp do zachodniego piśmiennictwa. I wyszukała informację, że strefa wykluczenia przy takich zakładach to powinien być okrąg o zasięgu dziesięciu kilometrów – mówi Magdalena Majcher. – U nas to są praktycznie całe Katowice, Chorzów, Siemianowice, Czeladź, Sosnowiec, Mysłowice...
Zatrucie ołowiem niestety nie jest problemem, który przeminął wraz z PRL-owską władzą. Z danych UNICEF-u wynika, że w Polsce podwyższony poziom ołowiu we krwi ma ponad 260 tys. dzieci. Trzeba jednak zauważyć, że w badaniach brano pod uwagę wartości wyższe niż 5 µg/dl, tymczasem eksperci alarmują, że każda ilość ołowiu we krwi może być groźna.
W czerwcu 2021 roku Uniwersytet Śląski w Katowicach przyznał Jolancie Wadowskiej-Król tytuł doktora honoris causa. Lekarka zmarła w czerwcu 2023 roku, trzy miesiące po ukazaniu się „Doktórki od familoków”. 11 lutego 2026 roku na platformie Netflix będzie miał premierę serial opowiadający o pracy polskiej lekarki.










