https://stronazdrowia.pl
reklama

W Szopienicach nikogo nie dziwiły klepsydry „zmarł w wieku 30 czy 40 lat”. Zatrucie ołowiem nadal dotyczy polskich dzieci

Karolina Głogowska
W 2015 roku Jolanta Wadowska-Król otrzymała Odznaczenie Honorowe Rzecznika Praw Obywatelskich za zasługi dla ochrony praw człowieka.
W 2015 roku Jolanta Wadowska-Król otrzymała Odznaczenie Honorowe Rzecznika Praw Obywatelskich za zasługi dla ochrony praw człowieka. fot. LUCYNA NENOW / POLSKAPRESSE
Jolanta Wadowska-Król nazywana jest czasem „Matką Boską Szopienicką” albo śląską Erin Brockovich. To ona zauważyła objawy zatrucia ołowiem u dzieci zamieszkujących okolice Huty Szopienice i Huty Miasteczko Śląskie. Kiedy poczta odmówiła rozsyłania wezwań na badania, lekarka osobiście chodziła od drzwi do drzwi. Później wspominała klepiska pyłu wokół domów: nie było trawy, liści na drzewach, a zwierzęta domowe umierały po kilku dniach.

Spis treści

Najpierw diagnozowała anemię

Ołowica to przewlekłe zatrucie ołowiem, wywołujące takie objawy, jak osłabienie, bezsenność, brak łaknienia, zaburzenia widzenia czy uszkodzenia zębów, struktur kostnych, narządów wewnętrznych, a także upośledzenie intelektualne. Zanim śląska lekarka, Jolanta Wadowska-Król, zauważyła w latach 70. XX wieku szereg niepokojących symptomów u dzieci mieszkających na jednym, konkretnym terenie, ołowica była uznawana za chorobę zawodową. Zdaniem ówczesnych ekspertów miała dotyczyć wyłącznie hutników, którzy mieli bezpośrednią styczność z ołowiem.

To nie jest tak, że dzieci chorowały tylko wtedy, w latach 70. – mówi Stronie Zdrowia Magdalena Majcher, autorka książki „Doktórka od familoków”, poświęconej życiu i pracy śląskiej lekarki. – Doktor Wadowska-Król sprawdziła dokumenty dzieci ze szkoły specjalnej w Szopienicach, która powstała na początku XX wieku. I tam już wówczas były informacje o objawach odpowiadających ołowicy. Mówimy więc o kilkudziesięciu, a może nawet stu latach.

W rozmowie z pisarką, Wadowska-Król wspominała, że pierwszym powtarzającym się objawem, który zaniepokoił ją u małych pacjentów, był niski poziom żelaza we krwi i nawracające anemie.

Dzieci wysyłano do szpitala, najczęściej do Katowic. Tam były podleczone, wracały do domu z lepszymi wynikami i znowu się sytuacja się powtarzała. To było takie błędne koło – mówi Magdalena Majcher.

Autorka „Doktórki od familoków” jako Ślązaczka, zna temat Szopienic od podszewki. Zwraca też uwagę na ważny fakt dotyczący ołowiu: organizm może się samoistnie pozbyć tego metalu, nie da się jednak naprawić uszkodzeń, które wywołał.

Profesor Grzegorz Dziubanek ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, z którym rozmawiałam w trakcie pisania książki podkreślił, że w pierwszej kolejności ołów odbiera kapitał intelektualny – podkreśla Majcher. – To nie jest przypadek, że szkoła specjalna w Katowicach powstała właśnie w Szopienicach i zawsze była przepełniona. To nie przypadek, że w tym miejscu był bardzo wysoki odsetek bezrobocia, niemożności utrzymania pracy. W takich sytuacjach wzrasta też przestępczość, kradzieże złomu i tak dalej. To wszystko jest jakby ściśle powiązane.

Dalsza część materiału pod wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Wątpliwości co do tego nie miała również śląska lekarka.

Kiedy zapytałam doktor Wadowską-Król, czy współczesne Szopienice są, jakie są, właśnie przez hutę, ona nawet przez moment nie wahała. Odpowiedziała „oczywiście, że tak” – mówi Magdalena Majcher.

Klepsydry jak chleb powszedni

Poza ołowiem, problemem szopienickiej huty był również rakotwórczy kadm.

Tam było 17 wydziałów produkcyjnych, praktycznie wszystkie metale nieżelazne. W Szopienicach nikogo nie dziwiły klepsydry „zmarł w wieku 30 czy 40 lat” – wyjaśnia pisarka.

Można tylko dywagować, czy polska Erin Brockovich miała trudniejszą misję niż jej amerykańska odpowiedniczka. Nie walczyła bowiem z zamożną korporacją, ale z władzą i to totalitarną. Wadowskiej-Król udało się przebadać 4,5 tysiąca dzieci i wykazać ogromną skalę zatrucia. Wyniki opublikowała w swojej rozprawie doktorskiej, która została zablokowana, a następnie zaginęła. Lekarce wielokrotnie grożono i zastraszano ją.

W pewnym momencie współpracy odmówiła jej nawet poczta, która nie miała po prostu mocy przerobowych, by nadążyć z wysyłaniem wezwań na kolejne badania. W tej sytuacji lekarka osobiście, wraz z pielęgniarką, chodziła od drzwi do drzwi, by dostarczyć mieszkańcom pisma.

Wspominała, że tam nie było w ogóle trawy, liści na drzewach, tylko klepiska pyłu. Jak ktoś sobie przygarnął pieska, kotka, kanarka, to zwierzątko po kilku dniach umierało – mówi autorka „Doktórki od familoków”.

Wadowska-Król szybko i na własnych oczach przekonała się, dlaczego właśnie dzieci są znacznie bardziej narażone na ołowicę niż dorośli.

Kiedy biegają, bawią się, grają w piłkę, to wznoszą pył. A ponieważ są niższe, bliżej ziemi, to więcej go wdychają – wyjaśnia Magdalena Majcher. – Innym ważnym źródłem są narażenia żywieniowe. Dlatego w zapobieganiu ołowicy najważniejsze jest mycie rąk. Mówimy o wielorodzinnych familokach z lat 70., gdzie nie było dostępu do bieżącej wody, więc higiena była też słaba. Dzieciaki bawiły się całymi dniami na podwórku. Potem przychodziły i brudnymi rękami, na których był też ołów, brały np. bułkę...

Każda ilość ołowiu we krwi jest groźna

Działania Wadowskiej-Król nie poszły na marne. Dla dzieci zagrożonych ołowicą zorganizowano leczenie w sanatoriach, wprowadzono nakaz badań, zdecydowano także o wywozie ziemi i rozbiórce domów stojących najbliżej komina huty.

Doktor jeździła do bibliotek w Warszawie, bo tylko tam był dostęp do zachodniego piśmiennictwa. I wyszukała informację, że strefa wykluczenia przy takich zakładach to powinien być okrąg o zasięgu dziesięciu kilometrów – mówi Magdalena Majcher. – U nas to są praktycznie całe Katowice, Chorzów, Siemianowice, Czeladź, Sosnowiec, Mysłowice...

Zatrucie ołowiem niestety nie jest problemem, który przeminął wraz z PRL-owską władzą. Z danych UNICEF-u wynika, że w Polsce podwyższony poziom ołowiu we krwi ma ponad 260 tys. dzieci. Trzeba jednak zauważyć, że w badaniach brano pod uwagę wartości wyższe niż 5 µg/dl, tymczasem eksperci alarmują, że każda ilość ołowiu we krwi może być groźna.

W czerwcu 2021 roku Uniwersytet Śląski w Katowicach przyznał Jolancie Wadowskiej-Król tytuł doktora honoris causa. Lekarka zmarła w czerwcu 2023 roku, trzy miesiące po ukazaniu się „Doktórki od familoków”. 11 lutego 2026 roku na platformie Netflix będzie miał premierę serial opowiadający o pracy polskiej lekarki.

Polecane oferty
* Najniższa cena z ostatnich 30 dniMateriały promocyjne partnera
Wróć na stronazdrowia.pl Strona Zdrowia