Karolina Głogowska (Strona Zdrowia): W mijającym roku w Polsce spadła liczba samobójstw. Nieznacznie, ale i tak można uznać to za sukces…
Dr Halszka Witkowska: Jeżeli chodzi o populację ogólną, to widzimy dwuprocentowy spadek, który jest źródłem nadziei. Sam fakt, że nie mamy wzrostu, to już bardzo dobra informacja. Niestety w grupie nastolatków sytuacja jest trudna. Obserwujemy niewielki, ale jednak wzrost samobójstw wśród dzieci i młodzieży. Musimy pamiętać, o jakich liczbach mówimy, bo to od 120 do 150 samobójstw rocznie. Natomiast pierwszy raz od kilku lat odnotowujemy też spadek liczby prób samobójczych. On też nie jest duży, bo wynosi 7 proc., jednak w ostatnich latach mieliśmy tylko bardzo duże wzrosty. To dowód na to, że profilaktyka działa. Martwi nas jednak fakt, że część tych prób jest śmiertelna. Niestety, może to być związane m.in. z treściami, które prezentują metody odbierania sobie życia lub w ogóle upowszechniania tego rodzaju treści.
Porozmawiajmy więc o treściach suicydalnych, o których mówi raport „Dobre i złe wiadomości”. Dla rodziców nastolatków informacja o tym, że ich dzieciom wyświetlają się w sieci treści suicydalne, może być szokująca. Jako twórcy badania zwróciliście się do uczniów z dwóch grup wiekowych: siódmoklasistów ze szkół podstawowych oraz trzecioklasistów ze szkół ponadpodstawowych i zapytaliście o te treści wprost...
W naszej ankiecie postawiliśmy dwa pytania dotyczące tego tematu i one też były bardzo rozważnie skonstruowane. Zwróciliśmy uwagę, że nie należy młodzieży tylko pytać o to, czy te treści się wyświetlają, ale także – jak często: rzadko, czasami, często, bardzo często. To jest dosyć istotne, zaraz powiem też dlaczego. Dodatkowo zapytaliśmy: „czy sam wyszukujesz treści, związane z zachowaniami samobójczymi?”.
Jakie były odpowiedzi?
W przypadku klas siódmych szkół podstawowych 39 proc. uczniów zaznaczyło, że wyświetlają im się takie treści. Natomiast w przypadku klas trzecich szkół podstawowych było to już 55 proc. Na pytanie: „czy sam/sama wyszukujesz takie treści?” – było 90 proc. odpowiedzi „nigdy nie wyszukuję takich treści”. I to nam pokazuje, że Internet sam te treści podrzuca.
Dodatkowo, wśród dzieci, które zaznaczyły w ankiecie, że doświadczają zachowań samobójczych, (czyli są to osoby z myślami samobójczymi, po próbie samobójczej lub z planami samobójczymi), ponad 40 procent we wszystkich tych przypadkach zaznaczyła, że takie treści im się wyświetlają. Najbardziej przeraził nas fakt, że młodszym dzieciom, czyli tym z klas siódmych, które cierpią na zachowania samobójcze, te treści wyświetlają się częściej niż uczniom klas trzecich! Czyli młodsze dzieci w kryzysie są jeszcze bardziej narażone na wyświetlanie się takich treści…
Czy może Pani podać ich przykłady?
To nie są tylko te treści, w których jest pokazana metoda czy nagrane podjęcie próby samobójczej, czy samookaleczenia. To także nagrania, w których młody człowiek mówi, że nie ma sensu żyć, bo i tak nie znajdzie szczęśliwej miłości, więc lepiej się zabić. Sama widziałam treści oglądane wcześniej przez młodą osobę, której niestety nie ma już z nami. I były to na przykład filmiki, na których dziewczyna patrzy na zakochaną parę i mówi: „Oh, so cute, ale ja mam inne plany”, po czym bierze narzędzia, którymi może odebrać sobie życie. Musimy pamiętać, że takie filmiki czy memy to także treści sugerujące, że życie nie ma sensu.
Dlaczego warto o tym alarmować?
Ponieważ w przypadku nastolatka w kryzysie samobójczym jego dobrostan pogarsza się, kiedy ogląda tego typu treści. Musimy wziąć pod uwagę mechanizm naśladownictwa społecznego, który jest bardzo popularny u młodych osób. To jest typowy moment rozwoju, kiedy oni szukają inspiracji, ale też to naśladownictwo jest potrzebne do zbudowania siebie. Mówimy więc o pogarszającym się samopoczuciu, ale również negatywnej inspiracji. Z kolei, kiedy nastolatek jest już w procesie zdrowienia i wychodzi na prostą, to te treści są taką tragiczną przypominajką.
Nasze wyniki pokryły się z badaniem, które było opublikowane w ramach raportu Amnesty International „Deep of the Darkness”. Francuscy naukowcy stworzyli konta na TikToku, które miały symulować profile trzynasto-, czternastolatka. I w ciągu 30 do 40 minut na tych kontach zaczęły pojawiać się treści związane ze zdrowiem psychicznym, z depresją, a potem z samookaleczeniami.
To przerażające, bo dźwięczą mi w uszach pani słowa o tym, że dziecko w kryzysie samobójczym częściej i dłużej przebywa w Internecie niż dziecko bez tego typu problemów.
Tak, nasze badania pokazały, że dzieci, które mają myśli rezygnacyjne, częściej korzystają z internetu kompulsywnie. Wskaźnik tzw. „passive screening” jest u nich wyższy. Dodatkowo okazało się, że 20 proc. dzieci z zachowaniami samobójczymi spędza powyżej siedmiu godzin dziennie w Internecie. To jest naprawdę sporo.
Co ważne, z raportu nie wynika, że Internet jest dobry czy zły. Nastolatki korzystają z niego w różny sposób. Te, które na co dzień radzą sobie dobrze w społeczności, angażują się w pracę wolontariacką, hobby, to potem też dobrze wykorzystują przestrzeń, jaką jest Internet. Natomiast dzieci, które mierzą się z problemami na co dzień, często szukają w tej przestrzeni ucieczki i niestety zamiast miejsca, gdzie mogą na spokojnie poradzić sobie z emocjami, trafiają na coś, co może pogorszy ich stan psychiczny.
Zwłaszcza jeżeli weźmiemy pod uwagę rozdział raportu mówiący o czynnikach bezpośrednich i pośrednich w kontekście zachowań samobójczych.
Tak, z badania wynika, że ponad 60 proc. dzieci z tymi zachowaniami, niezależnie od grupy wiekowej, doświadczyło obrażania i zniesławiania przez osoby znane ze szkoły, a ponad 50 proc. przez osoby nieznane ze szkoły. To pokazuje, że dzieci, które doświadczają kryzysu samobójczego, są narażone na kolejne trudne doświadczenia w Internecie. Widzimy, jak ogromną rolę, jeżeli chodzi o zachowania samobójcze dzieci i młodzieży, pełni właśnie przemoc. W przypadku klas siódmych szkół podstawowych 100 procent dzieci, które mają za sobą próby samobójcze, doświadczyło przynajmniej jednego z czterech rodzajów przemocy.
Innymi słowy: nie ma dziecka po próbie samobójczej w siódmej klasie, które by nie doświadczyło przynajmniej jednego z czterech rodzajów przemocy: fizycznej, psychicznej, seksualnej lub rówieśniczej, a 60 proc. tych dzieci doświadczyło przynajmniej dwóch rodzajów przemocy.
Zaskoczyło mnie to, że na pierwszym miejscu znalazła się przemoc psychiczna ze strony rodziców… W mediach częściej słyszy się i czyta sporo o przemocy rówieśniczej jako przyczynie samobójstw wśród dzieci i młodzieży.
Przemoc psychiczna w domu ma różne wymiary. Ciężko się o niej mówi, trudniej przed nią uciec, przyznać się nauczycielowi, poprosić o pomoc i skłonić do tego, by dorosły uwierzył, że tej przemocy doświadczamy. Mam wrażenie, że jako dorosłym łatwiej nam zrzucić winę na przemoc rówieśniczą, niż przyznać się, że jako rodzice w domach jesteśmy sprawcami przemocy psychicznej.
Rodziców i dorosłych opiekunów powinno zastanowić także, że to właśnie rówieśnicy najbardziej wspierają dzieci w kryzysie samobójczym.
Jako dorośli trochę boimy się tematu samobójstw, wstydzimy się o tym mówić i nie wiemy, jak to robić. Na szkoleniach i konferencjach nauczyciele otwarcie mówią, że nie zadają takich pytań, bo uważają, że nie mają do tego kompetencji. Natomiast nasze badania pokazały, że od 30 do 50 proc. nastolatków rozmawia o próbach samobójczych lub myślach samobójczych kolegi czy koleżanki. W klasach siódmych 35 proc. i w klasach trzecich 50 proc. uczniów pomagało koledze lub koleżance w kryzysie samobójczym.
To dla nas, dorosłych, duże wyzwanie, by stanąć na wysokości zadania, zacząć się uczyć rozmawiać o tym temacie i nie zostawiać nastolatków samych.
W ramach Krajowego Programu Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym przeszkoliliście 40 tysięcy nauczycieli z całej Polski. Skoro jako dorośli boimy się rozmawiać o zachowaniach samobójczych, to znaczy, że nie mamy świadomości, jaka jest ich skala?
Nie, ponieważ nauczyciele mierzą się z tym problemem na co dzień. Doskonale wiedzą, że skala zjawiska jest bardzo poważna, natomiast brakowało im narzędzi. I ten program był odpowiedzią na ich potrzeby. Kładliśmy nacisk na to, aby pokazać, że nie dokładamy nauczycielom i szkolnym specjalistom nowych zobowiązań, bo oni i tak często są przepracowani i wypaleni zawodowo. Po prostu daliśmy im narzędzia do tego, aby radzili sobie w trudnych sytuacjach, które i tak ich spotkają. Niestety, czy tego chcą, czy nie, to statystycznie szansa, że trafi im się w klasie uczeń z myślami samobójczymi, jest po prostu bardzo duża.
Oczywiście nie chodzi o to, by nauczyciel szkolny był terapeutą czy specjalistą od zdrowia psychicznego. On ma po prostu mieć kompetencje pierwszej pomocy emocjonalnej: wiedzieć, jak zareagować, zebrać informacje, wesprzeć dziecko i przekierować do miejsca, gdzie uzyska ono pomoc.
A jak rodzic może udzielić dziecku takiej pierwszej pomocy emocjonalnej? Bo my często też czujemy, że nie mamy kompetencji, choć teoretycznie powinniśmy być najbliższymi osobami.
Nasi eksperci opracowali prosty model pomocy „4 x z”: zauważ, zapytaj, zaakceptuj, zareaguj. Zasadą pierwszej pomocy emocjonalnej jest to, że może jej udzielić zarówno nastolatek, jak i osoba dorosła. Nieważne, jaki wykonuje zawód. Pierwszym krokiem jest zauważyć, że ktoś cierpi, zauważyć zmiany w zachowaniu, to, że zaczął się izolować od innych lub na przykład jest bardziej zmęczony, czy bardziej śpiący. W przypadku nastolatka może stawać się bardziej nerwowy czy agresywny.
Jeżeli widzimy duże zmiany w zachowaniu, starajmy się ich nie oceniać, ale dopytajmy, co za tym stoi. I to jest ten drugi krok. Najlepiej jest odnieść się do faktów: „Widzę, że cierpisz czy płaczesz, martwię się, czy możesz mi opowiedzieć, co się dzieje?". Zbierajmy informacje. Jeżeli dana osoba zaczyna mówić o swoich problemach, możemy zapytać o to, czy jest zmęczona, wyczerpana. Jeśli tak, to zapytajmy, czy nie bywa tak, że czasem chciałaby się nie obudzić. Idąc metodą od ogółu do szczegółu, możemy zapytać o pojawianie się myśli samobójczych. I takimi prostymi, choć trudnymi pytaniami możemy uratować komuś życie, bo np. będziemy pierwszą osobą, która w ogóle o to zapyta. Dopiero trzecim krokiem, ale bardzo trudnym, jest „zaakceptuj”.
Trudnym, bo zwykle mamy odruch, żeby natychmiast, choć w dobrej wierze, zacząć kwestionować takie myśli.
A chodzi właśnie o to, żeby nie podważać emocji drugiej osoby, nie oceniać tego, jak przeżywa dany problem, nie porównywać, nie mówić: „za moich czasów to było tak czy tak”. Niestety problemy od tego nie znikną, chociaż byśmy chcieli. Zasada interwencji kryzysowej jest prosta: mniej mów, więcej słuchaj. Akceptacja jest bardzo istotna, żeby druga osoba poczuła się bezpieczna, ważna, wysłuchana. Dopiero czwartym krokiem jest ta reakcja lub szukanie wsparcia u profesjonalisty. Dowiedz się, jak możesz wspierać tą osobę, a czasem też pomóc w codziennych czynnościach, co ułatwi radzenie sobie z kryzysem.
Dr Halszka Witkowska – suicydolog, specjalistka w zakresie profilaktyki samobójstw i wsparcia osób w kryzysie, lider merytoryczny Krajowego Programu Zapobiegania Zachowaniom Samobójczym, autorka m.in. takich książek jak „Niewysłuchani. O śmierci samobójczej i tych, którzy pozostali” i „Życie mino wszystko. Rozmowy o samobójstwie”, „Przywróceni do życia. Pokonać samobójstwo”.
W przypadku myśli samobójczych warto robić wszystko, by zapobiec najgorszemu, m.in. skorzystać z ogólnopolskiej linio wsparcia. Pomoc można znaleźć pod numerami telefonów:
dla dzieci i młodzieży – 116 111; 800 121 212 (całodobowo),
dla dorosłych – 116 123, 800 702 222 (całodobowo),
„Telefon pogadania” – 800 012 005 (codziennie 12.00-20.00),
telefon dla dorosłych w sprawach dzieci – 800 100 100 (pon.-pt. 12.00-15.00); 800 800 602 (pon.-pt. 15.00-19.00)
„Dobre Słowa – telefon dla seniorów” – 12 333 70 88 (codziennie 10.00-12.00 i 17.00-19.00),
„Telefon Zaufania Młodych” – 22 484 88 04 (pon.-sob. 11.00-21.00),
„Antydepresyjny Telefon. Zaufania” – 22 484 88 01 (pon.-pt. 15.00-20.00,
„Antydepresyjny Telefon Forum Przeciw Depresji” – 22 594 91 00 (środa-czwartek 17.00-19.00).
Więcej informacji jest dostępne na stronie kampanii zatrzymaj samobójstwo










